Strony, ktore nie sa zwiazane z tematyka jak ogloszenia towarzyskie

Aktualne sex oferty

October 11, 2011 - 5:39 pm No Comments

Praca w męskich firmach i „męskie” przyjaźnie nauczyły mnie, że faceci dzielą się na tych, którzy bez skrępowania przyznają się do przynajmniej jednej w życiu wizyty w domu publicznym, oraz takich, którzy uparcie twierdzą, że domów nigdy nie skorzystali. Nie roztrząsamy czy jedni czy drudzy mówią prawdę. W „tych sprawach” bowiem nie liczy się prawda, ale to, to co chcą nam powiedzieć inni sam wolę tych pierwszych, którzy oświadczają że wiedzą co to darmowe anonse erotyczne. I wcale nie dlatego, że pozostałych uważam za hipokrytów. Łatwo mi uwierzyć, że istnieją tacy co nie muszą nawet płacić za uwagę i bliskość kobiety. Jednak ci pierwsi po prostu znają ciekawsze historie. I nie istotne , czy są prawdziwe, czy też wartość faktograficzna tych historii jest taka, jak lukrowanych Pamiętników Fanny Hill. Miłe złego początki

Darmowe anonse erotyczne

Kilka lat temu jedna ze znanych polskich aktorek oświadczyła, że jako młoda dziewczynka nieustannie marzyła o tym, by zostać kurtyzaną. Ambicje rozpaliła przedwczesna lektura Damy kameliowej Aleksandra Dumasa Syna. Aż strach pomyśleć, do czego skłonne były niezliczone rzesze dam, które na przestrzeni ostatnich dwustu lat sięgnęły po Pamiętniki Fanny Hill. Ich prawdziwy autor, John Cleland, który pewno był wielkim świntuchem, przedstawił czytelniczkom iście sielski obrazek życia londyńskich pań do towarzystwa. Dla Fanny Hill bowiem sprzedaż ciałą okazała się trampoliną do władzy, bogactwa i sukcesów towarzyskich. Jej „wspomnienia” nie bez powodu trafiły na listę klasyków literatury erotycznej – składa się na nie wiele wywołujących rumieńce historyjek, ale naiwnych, wyimaginowanych i mało wiarygodnych. Fakt, że Fanny najpierw trafia do domu publicznego, potem – nietknięta! – zostaje porwana przez mężczyznę swojego życia i dopiero z nim traci „wianuszek”, a następnie na własne życzenie wraca na drogę występku, każe wierzyć, że John Cleland chętniej poszukiwał doznań niż prawdy. Kiedy wśród towarzystwa, niby od niechcenia, mówię, że na prostytucji i prostytutkach znam się najlepiej, bo na warszawskim pigalaku spędziłam wiele miesięcy, wśród zebranych zapada kłopotliwa cisza. W rzeczywistości w stwierdzeniu, które tak lubię wygłaszać, jest sporo przesady.

Owszem, na Poznańskiej spędziłam wiele nocy, ale tylko jako natrętny obserwator, zaś na kurwach zna się mój szwagier, który lata przepracował jako streetworker pomagający upadłym kobietom, które zamieszczały darmowe anonse erotyczne. I mężczyznom również. Na pigalaku zbierałam informacje do tekstu o prostytutkach z kilkudziesięcioletnim stażem pracy i pewno gdyby nie szwagier i jego układyi (kiedyś ukazał się poświęcony mu tekst o wiele mówiącym tytule „On zna wszystkie warszawskie prostytutki”), stałabym na nim do dziś, wystawiona na obelgi kobiet i ich „opiekunów” oraz ciskane przez nie butelki, nie wskórawszy niczego. I pewno do dziś miałabym głowę napchaną bujdami, które nadają się tylko do tego, by włożyć je między bajki. Z bajek o kurtyzanach najbardziej lubię historie o dziewictwie utraconym w przybytkach rozpusty. Tak K.M. na przykład rozstał się z nią w połowie lat 50. w burdelu w Damaszku.

Najlepsze ogłoszenia towarzyskie są tutaj

Egzotycznie i romantycznie, choć on sam twierdzi, że był wówczas trzynastoletnim chłopcem, więc z doświadczenia tego wyniósł tylko tyle, ile zmieszczą drobne chłopięce dłonie. Znacznie więcej dało mu pośrednie zetknięcie z córami Koryntu, kiedy w dziesięć lat po utracie prawictwa trafił do stołecznej izby wytrzeźwień na ulicy Kolskiej. Dołek przyszło mu dzielić z kilkoma zgarniętymi wprost z ulicy paniami (wtedy pewno jeszcze warszawskie prostytutki dzielono na „gruzinki” i „braminki”). Wiadomo – gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, zaś gdzie zbierze się grupka nawykłych do walki o klientów kobiet, tam muszą polecieć kłaki. Między tamtymi również wybuchła awantura – młodsze koleżanki zaatakowały weterankę z ulicy Poznańskiej. Dziewczyny rzuciły się na nią z pięściami ibluzgami, ta zaś nie pozostawała im dłużna, wymyślając im epitetami, których nie tylko K.M., ale nawet nie powtórzę, oraz oganiając się od nich zdjętą wprost z siebie bielizną. K.M. twierdzi, iż bielizna ta była nią jedynie z nazwy, w rzeczywistości zaś strzępem brudnym i zszarzałym. I to właśnie ów łachman, którym broniła się stara, miał zniechęcić go w przyszłości do płacenia za taką miłość. Okoliczności przyrody i stan ducha K.M. każą wątpić w prawdziwość tego świadectwa, ale literatura i historia znają nie takie przypadki. Źródło – miesięcznik kulturalny Bluszcz

Leave a Reply